czwartek, 27 sierpnia 2009

Reklama jest oczywiście dźwignią handlu. Producenci kawy Lavazza w kawowych skojarzeniach poszli w zupełną dosłowność.

:) A królowa kawy - piękna :)

 

20:25, desmond108
Link Komentarze (17) »

Już jakis czas temu dostałem nagrodę  "One Lovely Blog Award" i bardzo chciałem się nią pochwalić ale podwojna fala gości i roztargnienie przed tym powstrzymywały. Chwalę sie więc  dziś :)) Nagrodę dostałem od Viridianki z Czekoladowego Kotka i zgodnie z regułami, które sam ze sobą ustaliłem - darującego również obdarowywuję własną nagrodą.

Viridianka jest warta każdej nagrody. Czytam jej bloga regularnie i podziwiam energię jaką wkłada nie tylko w pisanie ale i w podejmowanie najtrudniejszych kulinarnych wyzwań, z którymi mają kłopoty nawet ci, co spędzili w kuchni większość życia. I energii w tym co robi jest tyle - że pączkuje ona jak drożdże w chlebowym cieście udzielając się nawet przez ekran. Chciałoby się tu jeszcze dodać parę porównań artystycznych ale przezornie się powstrzymam po wczorajszym wymądrzaniu sie o Duchampie po którym Pinkcake obraziła się na mnie kompletnie....

Mój znaczek  dla  Viridianki nazywa  sie "Blog Pisany z Pasją" i zapraszam na Cioccolato Gatto każdego, kto chce sie o tej pasji przekonać.


06:01, desmond108
Link Komentarze (4) »
środa, 26 sierpnia 2009

Przeglądając  setki przepisów  w kulinarnej blogosferze ani razu nie natrafiłem na przepis na ogórkową mizerię...
Czyżby ta pyszna ogórkowa surówka była zbyt prosta i zbyt nudna aby zawracać sobie nią głowę?? A może trzeba  tylko nieco udoskonalić ogórka, aby z krańca  stołu wylądowała w jego centrum???
Ogórka udoskonalili Japończycy i w niektórych supermarketach Tokio można dostać ogorki w kształcie serc i gwiazd.

Wszystkich podejrzliwych uspokajam, że nie jest to żadna mutacja genetyczna. Poczciwego ogorka po prostu zamknięto w plastikowej foremce i w ten sposob zmuszono do przybrania pożądanego kształtu.
Takie ogorki może więc wyhodować każdy w swoim własnym ogródku! W Tokio sprzedaje się je w przeliczeniu po 8 PLN za sztukę. Akrylowe foremki do ogórków kosztują już niestety dużo drożej, bo jakieś 230 PLN., bez kosztów przesyłki... W zestawie  znajdują się 3 foremki i instrukcja obslugi po japońsku :) Można je dostać w Japan Trend Shop
No ale czegóż się nie robi aby dodać rumieńcow być może najważniejszej kolacji życia.
:)


05:01, desmond108
Link Komentarze (17) »
wtorek, 25 sierpnia 2009

Lato kończy się nieubłaganie i na koniec częstuje ostatnią już w sezonie atrakcją - czarną i delikatną jak aksamit jeżyną. Amerykańską stolicą jeżyny jest Seattle, a kolczasta roślina zapuszcza tam swe korzenie w każdym wolnym skrawku, lub choćby nawet grudce ziemi. Oplata swymi pnączami  parkometry, podnosi chodnikowe płytki, cierpliwie usuwając  je  ze swojej drogi a wszystkich, którym to przeszkadza, straszy zjeżoną Linią Maginota kolców broniących do niej dostępu.


To z powodu inwazyjnego charakteru zaliczono jeżynę do chwastów grupy C - co oznacza, że nie tylko nie podlega ona ochronie ale powinna  być zniszczona wszedzie tam, gdzie wchodzi w konflikt  z człowiekiem.
Zaliczenie jeżyny do chwastów klasy C okazało sie jednak sporym lekceważeniem, bo ta nie przejmując  się niczym, prowadzi nieustanny szturm na miasto.
Przybyła tu z himalajskiego dachu świata i błyskawicznie polubiła  amerykańskie zachodnie  wybrzeże, bez pardonu wdzierając się do wielkomiejskiej metropolii. Swój podbój zaczyna niepostrzeżenie, zrazu małymi kroczkami opanowując teren i niszcząc wszelką konkurencje,  by w krótkim czasie  zapuścić korzenie na prawie 3 m w ziemię i obwarować  się jak w twierdzy zasiekami kolców, boleśnie raniących każde nieuważne zwierzę czy człowieka.
To, dlaczego jeżyny nie zaliczono do chwastow klasy A - czyli przeznaczonych  do natychmiastowej eksterminacji staje się oczywiste  własnie teraz - pod koniec lata, kiedy jeżyny wydają swój niezwykle obfity plon. Podobno nigdzie na swiecie - nawet w Himalajach - jeżyny nie ekplodują tak soczystą slodyczą jak te z Seattle. Mieszkańcy miasta  na ten czas  nie tylko odkładają  w kąt zapiekłą nienawiść do krzaczków, ale wpadają w rodzaj  milosnego uniesienia, gdy z plastikowymi torebkami w dłoniach  raniąc się często aż do krwi z pasją zbierają soczyste owoce. Ludzkie postaci można dostrzec wszędzie: w parkach, na skwerach  czy klombach - bo wszedzie tam rośnie jeżyna. Plon jest tak obfity, że owoców wystarczy dla wszystkich.
Ten kto zamierza osiedlić się w okolicach Seattle, wszechwładną obecność jeżyn musi wziąć pod uwage w pierwszym rzędzie. Każde miejsce, gdzie ma stanąć dom jest dokładnie niwelowane buldożerami a mimo to 10 lat później  jeżyny oplatają każdą ścianę będącą w ich zasięgu. Wielkie  firmy  takie jak Microsoft czy Boeing są w  stanie niesutannego, jeżynowego oblężenia i w wielu sytuacjach buldożer nie jest własciwym rozwiązaniem.
Wtedy na pomoc wzywa się.... kozy, które przez kaprys natury przepadają za kolczastymi pędami jeżyn. Efekty pracy koz sa tak znakomite, że zatrudniane są do oczyszczania różnych prominentnych części miasta. Ale  nawet  wtedy daje  sie usłyszeć od czasu do czasu głos jakiegoś wielbiciela jeżyn, który stara się przegonić kozy z miejsca, jakie uważa za swoją ulubioną jeżynową działkę, z której zbiera owoce co roku, gdy kończy sie lato.

(na podst. "The Seattle Times")


05:08, desmond108
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Nawet najbardziej ulewny deszcz padający na pole kukurydzy nie jest  w stanie zmoczyć nasion, siedzących w  swoich kolbach, bezpiecznie okrytych skafandrem pochew liściowych. Czasem jednak  zdarza się, że kropli wody udaje  się wtargnąć jakimś cudem do środka i staję  się ona pożywką  dla głowni kukurydzy, która jest pasożytniczym grzybem, rosnącym wewnątrz kolby. Aztekowie nazywali tego grzyba huitlacoche co można przetłumaczyć jako..... ekskrementy kruka. Wygląda on jak szary kamyk i mimo tej niezbyt zachęcającej  nazwy, huitlacoche jest poszukiwanym przysmakiem. We współczesnym Meksyku, nazywa się go znacznie bardziej elegancko bo El Oro Negro - czyli Czarne Złoto. Delikatnie  zdejmowane z kukurydzianej kolby grzyby dusi  się podobnie  jak to robi się z pieczarkami. W rondlu grzyby zmieniają kolor na czarny i używa się ich do zup, tamales oraz quesadilla.
Mimo, że grzyb jest szkodnikiem, meksykańscy chłopi  cieszą się, gdy znajdują go na swoich uprawach. Na sprzedaży takich grzybow mogą zarobić więcej niż na samej kukurydzy. Za kilogram huitlacoche można dostac na targu nawet 6 dolarow.
Grzyb huitlacoche jest dumą meksykańskiej kuchni, która jako jedyna  zaadoptowała tego grzyba  do celów kulinarnych. Potrawy z nim podaje  się nie tylko w nasławniejszych meksykańskich restauracjach ale także w przydrożnych barach i godpodach. Najczęściej huitlacoche dusi  się  razem z cebulą, ostrymi papryczkami i zielem epazote. Epazote  to komosa piżmowa, roślina  używana  zwykle  w ziołolecznictwie, dobra na robaki i owsiki, jednak w przypadku przedawkowania, można się za jej pomocą łatwo przenieść na tamten świat. To z tego powodu, często w jej miejsce używa  się cilantro, czyli liści kolendry.
W USA kukurydza jest jedną z głównych upraw  zbożowych jednak gdy zapytać farmerów o huitlacoche, wielu z nich nie nigdy nie widziało  t
ego grzyba na własne oczy. Przyczyną są meksykańscy robotnicy, którzy przy zbiorach znalezione grzyby natychmiast rozdzielają pomiędzy  siebie. Kiedyś jednak huitlacoche był częściej  spotykanay na amerykańskich plantacjach i starzy farmerzy  wciąż nazywają go odciskami (takimi jak się czasem ma na stopach) diabła. Taką kukurydzę usuwano z plantacji  i palono aby powstrzymać rozprzestrzenianie się zarazy.
W meksykanskich sklepach w USA można  dostać huitlacoche w puszkach,  ale podobno ich smak  nie jest w  stanie dorównać tym świeżo przyrządzonym.
W Polsce grzyby te  można  znaleźć na plantacjach kukurydzy, ale są one zawziecie  zwalczane przez rolników pestycydami.
Popularność huitlacoche w Meksyku sprawiła, że potrawy z tych grzybów można  dostac w niektórych - często znanych - restauracjach. Aby przekonać Amerykanów do tego specjało nazywa się huitlacoche meksykanską truflą.


05:30, desmond108
Link Komentarze (15) »
czwartek, 20 sierpnia 2009

Tylko na obrazku...........

 

wtorek, 18 sierpnia 2009

U podnóża Gór Skalistych uprawia  się gatunki opuncji, której owoce mają pyszny, słodki smak. Nawet latem to miła odmiana w owocowym menu.... Ciekawe jakie ciasto dałoby sie z nich upiec???


19:33, desmond108
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Niewiele ponad miesiąc temu pokazywalem już zdjęcia mojej ulubionej plaży w Seaside,  NJ. Wtedy była prawie  pusta. Wczorajszy, bardzo upalny dzień, był idealny na plażowanie, co przyciągnęło nad wodę znacznie  więcej ludzi. Ale i tak warto było pojechać...

Te maleńkie ptaszki, to biegusy. Zawzięcie wybierają z wody malenkie małże, których tony o tej porze roku fale wyrzucają na brzeg. Małże (w wielu gatunkach) starają się szybko zakopać w piasku. Bąbelki jak z wody mineralnej pokazują miejsca gdzie przed  chwilą schowała się małża a piasek wręcz kipi ich obfitością.

Na wydmach gnieździ  sie masa morskich ptaków, dlatego nie wolno jest tam teraz wchodzić - czego doglądają  dobrze  zamaskowani strażnicy....

:)

17:12, desmond108
Link Komentarze (9) »
niedziela, 16 sierpnia 2009

Po intensywnej, wczorajszej party, dziś nie mam pomysłu na nowy wpis :P. Zostawiam zatem czekoladowy plakat i jadę rozpuścić egzystencjalne bóle w atlantyckiej fali...

Pozdrowienia!!!!

:)

 

19:10, desmond108
Link Komentarze (7) »
sobota, 15 sierpnia 2009

Dostalem kolejne nagrody! Tym razem nie tylko nagrodę Kreativną ale także i Piękną :))) Zgodnie więc z zasadami jednoosobowego, samozwańczego komitetu od spraw nagród w Gourmet.blox.pl - Darującego obdarowywuje  własnymi nagrodami:

Nagroda: Mój Piękny Blog dla Agi-aa z blogu Eksperymentalnie

Nagroda: Mój Ulubiony Blogger także dla Agi-aa z blogu Eksperymentalnie

Dziękuję!!! :)

14:37, desmond108
Link Komentarze (13) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13