środa, 16 września 2009

Mimo, źe człowiek z wielką zawziętością tropi ławice  tuńczyka, tak naprawdę niewiele  wiadomo jest o życiu i obyczajach tej ryby. Zadania  tego podjęli  się naukowcy z Hopkins Marine Station, placówki naukowej należącej do kalifornijskiego Stanford University. Naukowcy wędrują po rozmaitych światowych akwenach w poszukiwaniu tuńczyka (robota marzeń!!!) i kiedy uda im się schwytać taką rybę, doczepiają do niej  rodzaj minikomputera rejestrującego oceaniczne podróże  ryby.

Takimi tagami oznaczono już ponad 2 tys. tuńczykow. Ryby łapie się na wędkę (nawet te ważące pół tony) na specjalny, okrągły hak, który łatwo jest później odczepić nie zadając rybie ran. Złapany tuńczyk wciągany jest na pokład, gdzie wsuwa mu się do pyska rurę pompującą tlen do skrzeli. W tym czasie grupa chirurgów pod miejscowym znieczuleniem instaluje minikomputer (wielkości niewielkiego iPoda) wewnątrz ciała tuńczyka. Część sensorów wystaje na zewnątrz, dzięki czemu w pamięci minikomputera zostają takie informacje  jak temperatura  wody, stan jej zasolenia lub zanieczyszczenia a także głębokość na której przebywa  tuńczyk. Wewnętrzne czujniki mierzą temperaturę ciała oraz monitorują akcję serca ryby.  Na koniec do płetwy przytwierdzany jest klips z zieloną tasiemką, na której  wydrukowana jest informacja, że w rybie tej znajduje  się minikomputer. Ten kto zlapie  tak oznaczoną rybę i zwróci komputer naukowcom, dostaje od 500 do 1000 dolarów nagrody. Opracja   zaimplanowania rybie czujnika zajmuje nie wiecej niż 3 min., po czym ryba wrzucana jest  spowrotem do wody.


Ten wyrafinowany sposób oznaczania ryby pozwala uzyskac informacje o celu nieustannych wędrówek tuńczyka, oraz poznać jego obyczaje.  Program rozpoczęto stosunkowo niedawno i już pierwsze  informacje, zakodowane w pamięci miniomputera zaskoczyły naukowców. Do tej pory sądzono, że limit głębokości na którą nurkuje tuńczyk to ok. 1000 metrów. Głębokościomierz czujnika  w komputerze  ustawiono więc bezpiecznie na 2 tys. metrów. Z analizy danych z zebranych do tej pory czujników wynika, że tuńczyki przekroczyły tą barierę wielokrotnie.  Nadal nie wiadomo jak głęboko potrafią zejść pod wodę, ale jest pewnie że głębiej niż 2 kilometry.

Młode i niedojrzale  tuńczyki oznacza  się w trochę inny sposób, bo ryby są zbyt małe aby implantowac im  elektroniczną wszywkę.  Znacznie mniejsze komputerki doczepia  się na zewnątrz ciała ryby na cienkim stalowym haku. Czujniki rejstrują w swej pamięci  wędrowkę ryby oraz dane na temat skladu chemicznego wody. Hak którym zaczepia  się taki instrument do ryby jest zrobiony  z łatwo korodującej stali. Po ok. roku  do póltora, hak pęka i komputerek wypływa na powierzchnię wody, automatycznie ( jak przez komórkę) łączy się z pierwszym napotkanym satelitą i przekazuje zebrane dane.

(no dobra...dziś  w temacie  tuńczyka nie było za wiele o kuchni ale już jutro będzie. Cdn......)

13:16, desmond108
Link Komentarze (4) »
wtorek, 15 września 2009

Awokado  jest owocem powszechnie  znanym i lubianym i dostac go można niemalże wszędzie. Jednak najczęściej jest to awokado z gatunku Haas. Na 500 znanych gatunków, Hass stanowi  95% wszystkich sprzedawanych awokado. Inne gatunki są znacznie rzadsze. Do takich należy awokado Fuerte, które w warunkach naturalnych rośnie w Gwatemali i Meksyku ( stan Puebla). Jednak  doskonale  radzi sobie także w Kalifornii i na Hawajach. Fuerte  znaczy mocny, bo drzewko awokado potrafi znieść nawet lekkie przymrozki. W porownaniu do Haas - Fuerte  jest owocem ogromnym i przypomina gigantyczną, mięsistą i tłustą gruszkę :) W smaku jest słodszy  i bardzie..hmmmmm owocowy od Haas :) Znakomicie nadaje  się na guacamole i sushi. Ja tego, ktorego mam w dłoni wyjadłem po prostu łyżeczką... i muszę przyznać że jeden taki owoc  to całkiem solidny posiłek :)



17:27, desmond108
Link Komentarze (11) »

Przy takim olbrzymim popycie na tuńczyka, jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydaje  się akwakultura, czyli hodowanie tej ryby w podobny sposób w jaki hoduje się np. łososia. Takie farmy istnieją u wybrzeży Japonii od  conajmniej 30 lat, ale koszty ich utrzymania są wyższe niż import tuńczyka z Europy i Australii co sprawia, że taka hodowla jest nieopłacalna. W odróżnieniu od  łososia ogromną przeszkodą w hodowli  tuńczyka jest fakt, że ryba nie chce się rozmnażać w niewoli. Jej naturalne tarlisko znajduje się na Oceanie Indyjskim u wybrzeży Indonezji lub w wodach Morza Śródziemnego i przez wiele dziesiątków lat naukowcy glowili się nad tym co należy zrobić, aby wrowadzić tuńczyka  w miłosny nastrój i skłonić go do złożenia zapłodnionej ikry.
W zeszłym roku, w marcu udało się to australijskiej firmie Clean Seas (o której w komentarzach  do poprzedniej części wspomniała już Szarlotek). Naukowcy wstrzyknęli tuńczykowi syntetyczny hormon i  cel wreszcie osiągnięto. Niedługo później ta sama sztuka udała się naukowcom niemieckim, którzy w podobny  sposób skłonili tuńczyki śródziemnomorskie do złożenia ikry.
Jednak początkowy sukces niekoniecznie musi zwiastować powodzenie całej operacji. Utrzymanie młodych, na dodatek żarłocznych tuńczyków  przy życiu to sztuka  niezwykle trudna. Ponieważ w grę wchodzą wielkie pieniądze wszyscy zaangażowani w ten eksperyment  utrzymują swoje doświadczenia w tajemnicy.  W lipcowym magazynie  "Wired"  ogłoszono, że po ponad roku hodowli Australijczycy z milionów sztuk uzyskanego  narybku zdolali utrzymac  przy życiu  zaledwie 60 tuńczyków. Dzis mierzą one ok. 30 cm. długości ale ludzie z Clean Seas są pełni optymizmu uważając, że przyszła komercyjna hodowla tuńczyka jest w zasięgu możliwości firmy, która planuje do 2015 r. wybudowanie kolosalnych zbiorników zdolnych do hodowli 250 tys. ryb (!)

Co  do niemieckich  doświadczeń (przeprowadzonych w ramach europejskiego projektu Selfdott) to ograniczyły się one wyłącznie do wstrzyknięcia  hormonu i uzyskania  zapłodnionej ikry. Młody  narybek rozpłynął się po całym Morzu Śródziemnym i efekt doświadczenia na razie jest niewiadomy.
Mówiąc o próbach rozmnożenia tuńczyka w niewoli należy zawsze mieć na uwadze to, że firmy, które są w to zaangażowane nie robią tego z miłości do przyrody a z chęci zysku. I nawet jeśli ich wysiłki zostaną uwieńczone  sukcesem, wciąż trzeba będzie  wielu lat aby w pełni oszacować konsekwencje tego zjawiska na życie oceanów.
Już sama masowa hodowla tuńczyka w wielkich podwodnych klatkach sprawia, że doszczętnie wyławia się ławice małych  rybek, które służą jak karma dla tej cennej ryby. Bez tych ławic nie są w stanie żyć inne gatunki ryb drapieżnych, fok, wielorybów  czy morskich ptaków.

cdn.

05:00, desmond108
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 14 września 2009

Urosły w Północnej Karolinie, choć słowo "urosły" nie jest chyba najszczęślowszym wyborem do określenia rozmiaru tego arbuza. Arbuzy są bowiem minaturkami tych wielkich i potężnych, które niekiedy ciężko jest  oderwać od ziemi. Wielkością przypominają melon Gala a ich waga nie przekracza kilograma. Nazywają je tutaj "personal watermelon" bo jest go akurat tyle, by zaspokoić apetyt na ten owoc jednej osoby. Arbuz jest bezpestkowy, ma cienką skórkę i jest bardzo słodki. Aby zrobić to zdjęcie pokroiłem jednego i ... zjadłem na śniadanie :)

O arbuzach pisałem też w lipcu. Wpis miał tytuł: "Co się stało z pestkami arbuza"


18:05, desmond108
Link Komentarze (10) »

Tuńczyk  jest chwytany  na wiele różnych  sposobów.  U amerykańskich  wybrzeży Nowej Anglii strzela się do ryby z harpunów, przypomnających te z czasów  "Moby Dicka". Prawo zabrania  łapać  w tych rejonach  tuńczyka  inaczej niż za pomocą harpunu. Kiedy płynie ławica tuńczyka statek rybacki może więc co najwyżej złapać jedną sztukę tej ryby za jednym podejściem.

Zupełnie inaczej jest na Morzu Śródziemnym. Tam wytropioną ławicę tuńczyka otacza się sieciami, zamyka  w nich jak w pułapce i za jednym zamachem wyławia się kilkaset a nawet kilka tysięcy sztuk tej ryby. Tradycja  takiego łapania tuńczyka jest znana na Morzu Środziemnym od tysięcy lat. Sieć pełną tunćzykow rozciąga się pomiędzy  uczestniczącymi w połowie statkami  i wyciągając ją coraz bardziej tak, że woda  w niej sięgała  dorosłemu człowiekowi do pasa. Ryby wpadały w panikę a do sieci zaczęli wskakiwać młodzi ludzie, którzy zabijali ryby nożami i przekazywali je na pokład. Tradycja  ta znana jest pod nazwą Matanza i  dziś już właściwie nie istnieje.

Dziś ławice tuńczyka tropione są z samolotów. Szuka się stada liczącego kilka tysięcy młodych  ryb. Ławicę  taką chwyta się w gigantyczną sieć, którą holuje się w stronę brzegu, gdzie  ryby  wpuszcza  się  do zakotwiczonych w płytkiej  wodzie  zagród. Od tej pory  tuńczyki hoduje się i tuczy tak jak tuczniki na rancho - karmiąc  je i dbając o ich zdrowie. Tuńczyk to ryba żarłoczna i kapryśna. Nie zje byle czego jak np. łosoś, dlatego cała flotylla statków rybackich łowi małe  ryby na pokarm dla tuńczykowych farm (pisalem już o tym we wpisie o sardynkach). Takie  farmy posiada każdy kraj leżący u wybrzeży Morza Śródziemnego, bo interes jest niezwykle intratny. Japończycy kupują każdą ilość tych ryb więc ich połów to prawdziwe eldorado.

Chciwi rybacy niewiele robią sobie z przepisów i regulacji - dlatego  populacja  atlantyckiego tuńczyka jest już przetrzebiona w 90%.
Wydaje się, że tuńczyka mogą uratować jedynie Japończycy - największy konsument tej ryby. Jednak jest coś magicznego w tym kawalku tłustego rybiego podbrzusza, którego tak mocno pożądają  japońscy smakosze, że są oni skłonni placić za rybę dziesiątki tysięcy dolarów  a czasem nawet więcej. Na tokijskim targu rybnym Tsukiji codziennie  na aukcjach sprzedaje  się tysiące tuńczyków. Każdy potencjalny kupiec próbuje najpierw maleńki kawałeczek rybiego podbrzusza i ocenia  jego smakową wartość. Pewien  restaurator za 200 kg tuńczyka zaplacił 173 tys. dolarów. (!). Przypominam  raz jeszcze, że dla Japończyków jedyna wartościowa część tej ryby to podbrzusze. I ten restaurator serwując je (jedzone wyłącznie na surowo jako sashimi) swoim gościom, zarobił na nim 500 tys. dolarow (!). To pokazuje skalę szaleństwa gastronomicznego, do jakiego zdolni są Japończycy. (cdn)


04:42, desmond108
Link Komentarze (10) »
niedziela, 13 września 2009

Tuńczyk  to jedna z najcenniejszych i najsmaczniejszych ryb morskich, poszukiwana ze względu na smak i delikatne mięso. Najwyżej  wśród wszystkich gatunków tuńczyka ceniony jest tuńczyk błękitnopłetwy. Ta olbrzymia ryba jest w stanie osignąć wagę pól tony a jej wartość tuż po złowieniu często przekracza kwotę 100 tys. dolarów.  Nic  dziwnego, że jest ona obiektem polowań żądnych fortuny rybaków.
Mimo olbrzymiej ceny popyt na tą rybę wciąż rośnie i jeżeli polowania na nią będą prowadzone w takim jak teraz  tempie, doprowadzi to tuńczyka  do całkowitego wyginięcia.


Ci którzy płacą za tuńczyka tak ogromną cenę to oczywiście majętni Japończycy - naród  znany  ze swojego upodobania do wszelkich zwierząt i roślin morskich. Najbardziej interesuje ich w błękitnopłetwym tuńczyku brzuch tej ryby - jej niezwykle tłusta część zwana turo  lub magaro. To ten tłuszcz kosztuje  fortunę. Po jego sprzedaniu reszta  ryby  nie jest już dla Japończykow warta zbyt wiele i jest właściwie.... marnotrawiona.
Tuńczyk jest zwierzęciem niezwykłym. Większość ryb to zimnokrwiste kręgowce. Np. temperatura ciała dorsza żyjącego w chłodnych arktycznych wodach o temperaturze 4-5
°C  - ma również 4-5°C. Jednak  błękitnopłetwy tuńczyk żyjący w takich wodach  jest w stanie  podnieść temperaturę swojego ciała nawet do 27°C. Tuńczyk  podobnie jak  sportowcy robi rozgrzewkę z tym  że w odróżnieniu od nich tuńczyk robi to przez całe swoje życie  niesutannie. Dzięki temu ryba porusza się w wodzie  jak żywa torpeda, osiągając  prędkość niemalże 90 km/h (!) i jest w stanie dogonić  wszystko co przed nią ucieka. Osiąganie takich prędkości ułatwia jej  niezwykle hydrodynamiczny kształt. Ryba jest jakby odlana z jednego kawałka materiału i nawet pletwy czy oczy są "wbudowane" tak, by nie stawiać w wodzie niepotrzebnego oporu. Przez lata inżynierowie starali się rozgryźć  sposób w jaki tuńczyk rozpędza swoje ciało do takich prędkości, by móc tak jak ta ryba  - zamiast śrubą - ogonem napędzać statki. Do dziś jednak tajemnica ta nadal nie znalazła swojego odkrywcy.

Podczas  tarła  samica  tuńczyka składa ok. 3 milionów jajeczek ikry, z których wykluwają sie rybki wielkości ziarenka ryżu. Większość z nich ginie zjedzona przez inne morskie stworzenia   - te jednak, które dorastają, powiększają swą wielkość miliard razy zanim staną się dorosłą rybą. Wtedy największym dla niej zagrożeniem  staje się człowiek.
Potężną, ważącą ponad 500 kg, szybką jak rakieta  rybę  niełatwo jest złapać - jednak człowiek  zna wiele  sposobów aby tego dokonać. Ale o tym w następnej  części (tak. Znów będą części  :) ).

13:37, desmond108
Link Komentarze (6) »
sobota, 12 września 2009

Za najstarszego praprzodka człowieka uważa się Australopiteka (nawet  się rymuje). Niewiele  różnił  się on od  dzisiejszych szympansów. Prowadził podobny tryb życia i jadł to samo głównie surowe pożywienie roślinne co inne małpy. To jednak co go od nich odróżniało to wiekszy mózg i pionowa  pozycja podczas poruszania się. Australopitekus dokonał poważnej transformacji w swoim trybie życia. Jakieś 2 i pół miliona lat temu zaczął coraz poważniej używac swojego mózgu i stworzył pierwsze narzędzia. Z pewnością nie były to instrumenty chirurgiczne jakie znamy dziś, lecz kawalki zaostrzonej skały, za pomocą której  nasz praprzodek był w stanie pokawałkować mięso upolowanej  przez  siebie zwierzyny. Mieso  zaczęło stanowic craz poważniejszą część menu człowieka pierwotnego, który szybko zasmakował w nim, preferując go ponad warzywa i owoce. Nazwano go Homo habilis, bo zdecydowanie  zerwał on z wieloma małpimi zwyczajami powoli wychodząc na ludzi... :)
Poważna ilość protein w mięsie sprzyjała  rozwojowi Homo habilis do tego stopnia, że już pól miliona lat później mamy do czynienia  z następną, o wiele bardziej doskonałą grupą ludzi - Homo erectus,
Homo erectus, nieco bardziej od nas grubokościsty na pewno nie był już małpą. Jego owłosienie było szczątkowe a inteligencja i umiejętność abstrakcyjnego myślenia  bezdyskusyjna. To prawdopodobnie  wtedy podczas  uczty mięsożernego człowieka, kilka kawałkow mięsa wpadło do ogniska i upiekło się w jego żarze... Homo erectus  szybko zorientował  że  oto  jedzenie  nabralo  zupelnie innego sensu i zaczął  je preparować na ogniu zupelnie świadomie.
Ugotowane mięso  nie potrzebuje aż tak długiego jelita  by móc  sfermentowac i ulec  trawieniu, dlatego  system pokarmowy czlowieka jest o 1/3 krótszy w porównaniu do szympansa. Człowiek także  aby rozerwać  mięso na kawałki nie potrzebował kłów, bo po upieczeniu stawalo sie ono miękkie i nasze niewielkie zęby  okazały  się najlepszym narzędziem do przeżuwania pieczeni z mamuta. Człowiek mógl zjeśc  od tego momentu wiecej, w krotszym czasie  i jednocześnie uniknąć kłopotów  z trawieniem. To przyspieszylo jego rozwój i zostawilo cały swiat  zwierzęcy ewolucyjnie w tyle.
Małpy nigdy nie opanowaly  sztuki gotowania, choć wydaje się, że instynktownie doskonale rozumieją jak ogromne  znaczenie ma  dla organizmu gotowane  jedzenie. Przeprowadzono doświadczenie na szympansach, w którym dano im do wyboru: surowe i gotowane mięso. Małpy natychmiast wybrały gotowane mieso. Kiedy podano im gotowane mieso i świeże owoce - znow  natychmiast wybrały gotowane mięso. Kiedy podano im surowe  i pieczona jabłka - wybraly te pieczone. Wyniki  tego prostego doświadczenia  dają wiele  do myślenia i pokazują jak genialny był ten skromny homo erectus, ktory wymyślił pierwszy przepis  na  pieczen  z dziczyzny  i potrafil  się nim podzielic z innymi ludźmi.

07:07, desmond108
Link Komentarze (7) »
czwartek, 10 września 2009

Chyba nie da się ukryć, że mam obsesje tworzenia rozmaitych cykli . Nawet człowiek  pierowtny  z poprzedniego wpisu tego nie uniknął i nieoczekiwanie stał się kulinarnym cyklistą. Ponieważ temat ten jest bardzo serio, bo dotyka on samych fundamentów naszej cywilizacji, trzeba  dać mu nieco miejsca, żeby się uleżał zanim pojawią się kolejne części. Jako przerywnik chciałbym pokazać kilka fotografii Gary'ego Saltera, który jest już uznaną fimą w brytyjskim światku reklamowym. Sudiowal fotografię i grafike na uniwersytecie  w Liverpoolu.  Zdjecia u niego zamawiali już Mercedes, Ford, Nissan, Vodafone. Citibank, LG, Jaguar, Nike, McDonalds, Playstation i wiele innych  światowych firm. Oto kilka przykładów jego fotograficznych możliwości.


środa, 09 września 2009

Człowiek okiełznał ogień jakieś 2 mln. lat  temu. Mimo że nie można tego udowodnić na podstawie wykopalisk archeologicznych, to fakt ten potwierdza analiza biologiczna. Człowiek w porównaniu do swoich najbliższych krewniaków - małp - ma niewielką jamę ustną, przystosowaną do miękkiego a więc w domyśle ugotowanego pożywienia. Także system trawienny jest krótszy, bo ugotowane jedzenie łatwiej jest strawić i nie potrzeba  to tego kilometrów jelit. Konsekwencją krótszego przewodu pokarmowego było stopniowe powiększanie się klatki piersiowej i przyjęcie przez człowieka pionowego sposobu poruszania  się.
Ogień  niewątpliwie  wpłynął na gwałtowne przyspieszenie rozwoju naszej cywilizacji. Spowodował powstanie wspólnoty plemiennej, zbierającej się wokół ogniska. Stwarzał poczucie więzi i bezpieczeństwa, bo drapieżne zwierzęta bały się ognia i nie atakowały zgromadzonych wokół niego ludzi. Oni sami stawali  się coraz  silniejsi bo bilans przyjmowanych dzięki gotowaniu  kalorii wciąż wzrastał.
Jak wiadomo każdy rodzaj jedzenia ma określoną wartość kaloryczną i można ją znaleźć na niemalże każdym opakowaniu w którym sprzedawane jest jedzenie. Jest to jednak  wartość ogromnie myląca i prowadząca  do nieporozumień, z czego większość ludzi kompletnie  nie zdaje  sobie sprawy. Poprzedni przykład  z jajkiem gotowanym i surowym jest tego najlepszym dowodem. Mimo że jajko ma stałą iość kalorii to inaczej są one przyswajane gdy jest ono zjadane na surowo a inaczej gdy jest ugotowane. Jedzenie  zmiękczone przez gotowanie przyswaja się znacznie lepiej a wraz z nim także i ilość kalorii. Oznacza to, że prawdziwa wartość energetyczna tego co jemy znacznie różni się od tego, co jest napisane na pudełku. Dziś niemalże  nie zwracamy na to uwagi, ale 2 mln lat temu fakt ten sprawił, że w świecie zwierzęcym naruszona została równowaga bo oto  jeden z gatunków rozpoczął  rodzaj ewolucji nieznany do tej pory na naszej planecie, by wziąć ją w końcu w swoje posiadanie.
Z tego punktu widzenia wszelka dieta wegetariańska  czy tym bardziej opierająca się na pokarmie  surowym  jest anachronizmem i próbą powrotu do stanu  sprzed  2 mln lat, co nie wydaje  się  ani właściwe  ani....zdrowe.

cdn (jutro?)

:)

06:51, desmond108
Link Komentarze (15) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13