czwartek, 04 czerwca 2009
środa, 03 czerwca 2009

Jednym  z najbardziej  elektryzujących zapachów  poranka, obok aromatu swieżo  zaparzonej  kawy, jest bez wątpienia zapach  swieżego pieczywa. Świeżo  rozpoczęty  dzień ma swoje  bezwzględne  wymagania i swieżość jest jego najważniejszym elementem.  Aby spełnić ten powszechny imperatyw jeszcze przed  brzaskiem samochody dostawcze z piekarni dowożą wszystko to, co da się upiec  z mąki:  od razowego  chleba i pumpernikla począwszy  na bajglach i croisantach  skończywszy. I kiedy  otulone  chrupiącym aromatem, świeżo ( jakżeby inaczej) wyjęte z pieca bochenki i bułeczki wjeżdżają tryumfalnie do sklepu, to w odwrotną stronę, tymi  samymi drzwiami ale już bez fanfar i splendoru, wyjeżdża pieczywo  wczorajsze. Sfatygowane, lubieżnie wymacane, czasem lekko przygniecione. Będąc "wczorajsze"  natychmiast traci resztki atrakcyjności jaką lśniło jeszcze niespełna dobę temu.

Pieczywo "wczorajsze" z pewnością jednak  nie zasłużyło na  określenie "czerstwe". Nadal - mimo upływu czasu - perfekcyjnie nadaje się na każdy niemalże  stół. Handlowcy jednak  nie  chcą dać mu drugiej szansy  i usuwają je ze sklepu tak gwałtownie, jakby miało świńską grypę. Jeszcze pół biedy  jeśli trafia ono na jakąś fermę, gdzie skarmia się nim zwierzynę i ptactwo. W wielu jednak przypadkach takie pieczywo trafia po prostu do śmietnika.

Pewien emerytowany jubiler z Los Angeles -  Herman Berman - obserwując  taką poranna  chlebową zmianę  warty, w swoim   praktycznym instynkcie nie mógł  znieść  myśli o takim marnotrastwie i braku  szacunku do chleba naszego powszedniego. Posiadając niezły instynkt organizacyjny i będąc emerytem mającym wolnego  czasu pod dostatkiem- zorganizował on Bajglową Brygadę, której przez aklamację  został wybrany dowódcą.

Organizacja jest elitarna  i zrzesza wyłącznie facetów, których średnia wieku silnie  ciąży ku 80-tce i w ich przypadkum słowo "czerstwy" znacznie bardziej pasuje  niż  "wczorajszy". Członkowie Brygady spotykają się o brzasku pod sklepami spożywczymi i skuleni od porannego chłodu, wrzucają na pokład swojego białego mikrobusa worki kajzerek, bajgli, bulek paryskich a czasem nawet biscotti.

Kiedy pieczywo zostaje przejęte, operacja wchodzi w druga fazę i chleb zostaje zawożony do najbiedniejszych slumsów kalifornijskiej metropolii. Bycie kierowcą w Bajglowej Brygadzie to zajęcie ogromnie ważne bo mimo że duch dziarskich emerytów nie zawodzi to często oczy i refleks  tak. To dlatego wielu z nich pooddawało swoje prawa jazdy. Tak zrobił także ostatni kierowca  Brygady, który nie przeszedł corocznego egzaminu u okulisty i w wieku 91 lat musiał pożegnać się  z szoferowaniem. Zastąpił go 79 letni kolega, który mimo przebytych dwóch zawałów wciąż imponuje refleksem za kółkiem.


Chleb zebrany przez Bajglową Brygadę rozdaje się najbiedniejszym i tu swojego miejsca użycza zwykle lokalna  szkoła.  Dyrekcja takich szkół osobiście uczestniczy w całym procesie sprawiedliwego rozdzielania pieczywa potrzebującym i głodnym. Chłopakom z  Brygady obcałowywanym i obściskiwanym przez wdzięczne matki, taka forma podziękowania absolutnie  wystarcza.


Satysfakcja z tego, że mogą być  wciąż potrzebni w wieku, kiedy spisano ich już na straty, buduje dobrze zasłużoną dumę. Jedynie wizja, że ktoregoś ranka starość weźmie górę i nie pozwoli zerwać się  o świcie by odebrać "wczorajszy" chleb ze sklepu tłumi tą radość. Założyciel Brygady czuje to sam po sobie, bo w wieku 88 lat nogi odmówiły mu posluszenstwa i musi korzystac  z chodzika... Wierzy jednak że jego idea będzie kontynuwana i "wczorajszy" chleb  tak samo jak starzy, zmęczeni życiem ludzie, dostanie swą jeszcze jedną  życiową szansę.

(na podst. "LA Times")

06:32, desmond108
Link Komentarze (1) »
wtorek, 02 czerwca 2009

Ikaria  to niewielka  grecka  wyspa  na Morzu  Egejskim.  Swoją nazwę wzięła od mitycznego  Ikara, który tu wlaśnie stracił życie  w pierwszej  katastrofie  lotniczej na  terenie  obecnej  Unii Europejskiej. Jednak  to co najbardziej  wyróżnia wyspę wśrod innych, to zaskakująco duża liczba  ludzi w podeszłym wieku. Ostatni  przeprowadzony w Grecjii census wykazał, że statystycznie  co 3 mieszkaniec wyspy, niezależnie od płci spokojnie dożywa 90-tki. Na dodatek starcy na Ikarii to ludzie pogodni i uśmiechnięci, wolni od chorób  cywilizacji. Nowotwory są tam znane  jedynie  ze słyszenia  a problemom  sercowym  bliżej  do  miłości niż medycyny. Starość na Ikarii nie tylko nie jest  gorzka, ale wypełniona słoneczną pogodą  ducha.


Pewien Ikaryjczyk we wczesnej młodości w poszukiwaniu lepszego  życia wybrał  się do Ameryki. Postanowił zostać lekarzem i cel swój udało mu się osiągnąć. Kiedy  skończył 78 lat stwierdzono u niego raka żołądka. Jego koledzy - lekarze - dawali  mu najwyżej kilka miesięcy życia. Te ostatnie swoje chwile doktor postanowił spędzić na rodzinnej  swojej  wyspie Ikarii. Jego życzenie spelniło i dziś jego kości spoczywają  wśród kości jego przodków. Jednak zanim doktor zmarł, spędził na  wyspie dodatkowych, szczęśliwych 35 lat życia!!!! 113 przeżytych lat musi na każdym zrobić wrażenie :)


Co  sprawia, źe Ikaryjczycy tak odstają od norm europejskich a nawet  światowych?? Są oni przede wszystkim  bardzo aktywni, przemierzając swoją  skalistą  wyspę (najwyższy szczyt  przekracza  1 tys. m.n.p.m.) wzdłóż i  wszerz. Uprawiają z pasją wydarte skałom poletka, jako ludzie  bogobojni często odwiedzają kościół, ale też odwiedzją siebie nawzajem, nieustannie wspinajac się po stokach lub schodząc w doliny. Dzięki  tym  wędrówkom mieszkańcy wyspy spalają więcej kalorii niż niejeden atleta,  pracowicie  wyciskający  pot na sali  gimnastycznej. Na Ikarii nie ma nawet  jednej sali gimnastycznej....


Ortodoksyjny Greko-chrześcijański kościół wciąż pełni centralną rolę w duchowym życiu wyspiarzy. Aby okazać swą pokorę przed majestatem Wiekuistego, poszczą oni aż 95  dni w roku, co wg. dietetyków ma doskonały  wpływ na zdrowie, pozwalając organizmowi oczyszczać się regulanie z wszelkich toksyn. Księża sami często   odwiedzają swoich parafian. Jeden z nich jeździ od wsi do wsi swoim quadem, ale jest to zrozumiałe, gdy  weźmie się pod uwagę, że sługa boży skończył właśnie 95 rok życia.


Mimo pięknego położenia wyspa z jakichś powodów nigdy nie stała  się turystyczną mekką. Otoczoną lazurem Morza Egejskiego Ikarię zaliczono do tzw.  "Błękitnej  Strefy", do ktorej należą wszystkie te unikalne miejsca na  naszym globie, gdzie  ludzie na tyle posiedli tajemnicę życia, że mogą się nim cieszyć  znacznie dłużej niż reszta  świata.


Lekarze  badający problem ( nie jest to określenie w tym przypadku zbyt fortunne) długowieczności są zgodni, że w 20% zależy ona od  materiału genetycznego ale cała reszta od  stylu  życia  i odżywiania  się.
Ikaryjczycy na pewno odżywiją  się zdrowo. Uprwiają oni ponad 150 rodzajów warzyw, zbóż i ziół. Króluje  głównie czosnek  i dziewicza  oliwa  z oliwek. Mięso jedza okazjonalnie i raczej od święta i w przeciwieństwie do innych greckich wysp, ryby i owoce morza stanowią niewielką część menu. Mimo doskonałych warunków  rybołóstwo na wyspie jest śladowe. Przez setki lat historii wyspy, największym zagrożeniem dla jej mieszkańców  byli piraci. Dla  bezpieczenstwa osiedlano się w glębi wyspy na znacznie bezpieczniejszych wzgórzach i rzadko  wyruszano  w morze.


Najpopularniejszym napojem na Ikarii jest...... - nie, nie  jest to wino -  lecz ziołowa herbata. Pija się ją tam kilka razy dziennie i w jej skład wchodzą głównie zioła obniżające ciśnienie. Spokojne, bezstresowe  życie, stymulowane taką herbatą ma na długowieczność wpływ oczywisty.
Może to zasługa Ikara, że jego popędliwy charakter stał  się dla mieszkańcow wyspy antyprzykładem i dzięki niemu nigdy nie czuli potrzeby by stawiać swe życie na jedną kartę dla ulotnej sławy.

(na podst. bluezones.com)

02:56, desmond108
Link Dodaj komentarz »
1 ... 11 , 12 , 13