Blog > Komentarze do wpisu

Owoce, warzywa i polityka

Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorób (Centers for Disease Control and Prevention) to agencja  wchodząca  w skład  amerykańskiego Ministerstwa Zdrowia. Agencja zajmuje się analizą i oceną  stanu zdrowia Amerykanów, budując  strategie pozwalające  zapobiegać  najbardziej powszechnym chorobom a także tworząc konkretne plany mające  na celu poprawe zdrowa obywateli USA. Jednym z takich planów  jest  zachęcenie Amerykanów  do jedzenia większej ilości owoców i warzyw, co miałoby mieć ogromny wpływ na ogólną poprawę zdrowia.

Z opublikowanego przez CDC w tym tygodniu raportu wynika jednak, że zalecaną ilość owoców i warzyw spożywa tylko 1/3 dorosłych mieszkańców USA - w tym jedynie 10% młodzieży.
CDC jeszcze w 2000 r. postawiło sobie ambitny plan aby do 2010 r. 3/4 mieszkańców kraju zjadało rekomendowaną przez lekarzy ilość owoców i warzyw (3 i wiecej porcji dziennie). Jak widać plan spalił na panewce, ale doświadczenie to przyniosło wiele interesujących wniosków i spostrzeżeń.
Badano np. czy ilość zieleniaków w danym rejonie ma wpływ na spożycie owoców i warzyw i okazało się, że ma. Na dodatek spory. Najwiecej takich zieleniaków jest w stanie Vermont i tam też  zjada się najwięcej  owoców i warzyw na głowę mieszkańca.
Aby znaleźć odpowiedź dlaczego młodzież woli raczej  frytki i colę od jabłek i marchewki zbadano zawartość szkolnych sklepików. Okazało się że tylko w co piątej szkole można w ogóle kupić jabłka.

Wyciągnięto więc wniosek, że należy stworzyć regulację prawną, która  zmusiłaby szkoły do zmany tego stanu rzeczy. Myśl teoretycznie  dobra, teoretycznie,  bo takie prawo istnieje na szczeblu stanowym w 20 stanach i tylko w 8 młodzież kupuje wiecej owoców i warzyw.
Zamiast kolejnej legislacji przydałaby się chyba bardziej skuteczna i dostosowana do realiów promocja zdrowego żywienia. Ale to już zupełnie inna para kaloszy.

(Opisałem tą sytuację bo problem jest uniwersalny i często się zdarza, że winą za to obarcza  się władze - od nich także oczekując rozwiązania. Jak widać wielkie ale nieruchawe  machiny rządowe są w stanie określić i nazwac problem po imieniu, ale są też bezradne w znalezieniu sposobu aby temu zaradzić. Zamiast  więc czekać na pomoc, lepiej brac sprawy (owoce i warzywa) we własne ręce)

piątek, 02 października 2009, desmond108

Polecane wpisy

  • Ira Bykowa

    Po Annie Niemirowicz to kolejna utalentowana fotograficznie Rosjanka. Wiem o niej tylko tyle, że pochodzi z Moskwy, ale kiedy zobaczyłem jej martwe natury - wpa

  • Obrazki niedzielne

    Łaskawie słoneczną miałem niedzielę i kiedy siedziałem sobie rankiem na patio popijając kawę, coś zafurczało obok mnie w krzaku. Odwróciłem się i stanąlem oko w

  • Kołacze z Prague (Oklahoma)

    Przez stulecia potrawy w rozmaitych regionach swiata pozostawały niemalże w tej samej, niezmienionej formie. Powód tego był prosty. Ludzie przez całe swoje życi

Komentarze
aga-aa
2009/10/02 08:22:09
ja tam jem prawie same warzywa i wcale zdrowiem nie tryskam...
-
pinkcake
2009/10/02 09:16:52
Bo, Ago, trzeba jeść różnorodne produkty:)
Tak, to bardzo poważny problem. Dzieci jedzą to, czego się nauczą od rodziców i w szkole. 5 porcji owoców i warzyw to konieczność, niezależnie na jakiej się jest diecie i w co się wierzy.
Problemu sklepików szkolnych mam już dość, odkąd dostałam w pracach zaliczeniowych 18 opracowań na ten temat :) Co nie zmienia faktu, że trzeba uświadamiać zarówno na poziomie dzieci, jak i rodziców, że dobór pożywienia jest jednym z najważniejszych czynników wpływających na zdrowie.
Kwestie polityczne i ekonomiczne niewłaściwego odżywiania są bardzo zawiłe, a oszczędności medyczne przegrywają z lobbystami zarabiającymi na frytkach i hamburgerach. Och, temat rzeka!
Buziaki
-
ewelosa
2009/10/02 10:49:59
O zgadzam się problem prawidłowego odżywiania jest naprawdę globalny.

A co do sklepików szkolnych to aż się boję jak moję dziecię pójdzie do szkoły - chociaż wydaje mi się, że ma wpojone dobre podstawy. I powiem Wam - jaki budzi zdziwnienie u ludzi fakt, ze mój synuś jada z wielką ochotą szpinak i nawet sie o niego dopomina, że robiąc zakupy na zupę on krzyczy kup mi brukselkę i jakoś lubi makaron pełnoziarnisty.
A już ponad wszystko uwielbia wszelkie zupy kremy - i nie ważneco do nich dam czy dynię czy szpinak czy szczaw brukselkę kalafior brokuł - zje wszystkie i zawsze mówi :
- " Mamausiu to przepis na szóstę :)"
-
szarlotek
2009/10/02 14:39:53
Zdecydowanie ważną rolę w odżywianiu odgrywają rodzice, bo dziecko od początku naśladuje dorosłych i jeżeli tylko się nakazuje i wymaga od dzieci a samemu wciąga się kolejna Bułkę z czymś dziwnym albo frytki, to nie dziwi, że dzieciaki robią to samo. Z zgadzam się z Pinkcake - temat rzeka....
-
grazyna1961.only
2009/10/02 16:50:58
Tak, o zwyczajach żywieniowych Amerykanów czytałam to i owo... Myslę, ze minie sporo czasu, aż się zmienią..
Szarlotku, gdyby to było takie proste! U mnie surówki codziennie, a syn je tylko te z pomidorów...
-
aga-aa
2009/10/02 20:22:43
ale ja jadam różnorodnie, co chyba widać na moim blogu...
-
aga-aa
2009/10/02 20:23:18
p.s.s "prawie" robi ogromną różnicę ;)
-
2009/10/03 04:13:12
Aga - nie chodzi tu o zdrowotny efekt doraźny. To że jesteś np. przeziębiona niekoniecznie musi mieć związek z dietą. Ci ktorzy promują warzywa w diecie, widzą cel odleglejszy i bardziej globalny jak np zmniejszenie się ilości zachorowań na cukrzycę czy choćby zapadalność na nadciśnienie. Oba te schorzenia staną sie w końcu idzialem tego, kto w diecie preferuje frytki nad jabłkami. Pinkejku - jak miło Cię znów zobaczyć!!!! A Twoja opinia jak zwykle trafia w samo sendo sprawy, ktora ma ogromną ilość aspektow i uwarunkowań. No ale wynika , że Twoja wiedza na ten temat jest więcej niż amatorska :) Pozdrawiam serdecznie!! Ewelosa - ogromnie cieszy, że przypadek twojej rodziny chlubnie wyróżnia się wśród innych. Nic tylko utrwalać i utrwalać. I robić tą szóstę :) Szarlotku - jest nie inaczej. Większość naszych preferencji kulinarnych wynosimy z domu i wiele z nich niezbyt dobrze służy naszemu zdrowiu. Wiele dzieciakow np. nie lubi szpinaku ale tylko dlatego, że ich mama nie potrafi atrakcyjnie go przygotować.... Grażyna - tak sobie myślę że żyjąc w globalnym świecie granice pomiędzy różnymi kulturami kulinarnymi zacierają się coraz bardziej i to co dotyczy Ameykanow dotyczy również Polaków..
A w ogole to jestem zaskoczony, że chcieliście zabrac glos pod chyba najnudniejszym wpisem od początku istnienia tego blogu :))))